Wokół TRAPPIST-1 krąży życie?

Przybliżony czas czytania: 4 minuty.

„Myślę, że wykonaliśmy ogromny krok ku sprawdzeniu, czy jest tam życie (na planetach układu TRAPPIST-1). Nie sądzę byśmy kiedykolwiek wcześniej dysponowali odpowiednimi planetami, by potwierdzić życie pozaziemskie. Będziemy to wiedzieli, jeśli życiu udało się rozwinąć i wytwarza gazy podobne do tych na Ziemi”, doktor nauk astronomicznych Amaury Triaud.

trappist

Podane rok temu do wiadomości odkrycie o układzie planetarnym wokół gwiazdy TRAPPIST-1 wywołało medialną gorączkę, że oto mamy prawdopodobnie do czynienia z życiem pozaziemskim. Sugestie o wodzie w stanie ciekłym znajdującej się na tych planetach pobudziły wyobraźnię artystów, którzy prześcigają się w pomysłach wizualizacji tych niedostępnych miejsc. Jak na takie rewelacje reaguje biblijny kreacjonista?

Oceniając szanse życia na innych planetach i księżycach kreacjoniści zakładają, podobnie jak ewolucjoniści, że muszą one spełniać określone warunki, które będą zbieżne do ziemskiej. Takim przykładem jest wielkość planety, by ocenić grawitację niezbędną do utrzymania właściwych gazów, wody i ostatecznie życia jakie znamy, czy odległość od gwiazdy, by nadać realne temperatury badanemu obiektowi. Założenia inne niż obserwowane na Ziemi powodowałyby przesadzone przekonanie do życia pozaziemskiego w każdym znanym układzie gwiezdnym. Ewolucjonista Triaud powiedział dwie ważne kwestie. Pierwsza to fakt, że musimy badać planety odległe ponad 40 mln lat świetlnych (jeśli pomiary są tu właściwe!) w celu odkrycia życia – a to oznacza podróż najszybszym statkiem kosmicznym przez około dwa miliardy lat – bo zarówno sąsiedni Mars, czy nieodległy księżyc Jowisza, Europa, nie są już atrakcyjnymi kandydatami do znalezienia kosmitów. Po drugie dokonał nieobserwowanego założenia o powstaniu życia; nie znając źródeł gazów, nadal czekających tam do odkrycia, upewnia nas, że będą pochodzić z organizmów żywych (a dlaczego nie np. z wulkanów, albo innych nieznanych nam obiektów?). Badania nad tym układem planetarnym trwały kilka lat, więc moja ocena jest taka, że zaprezentowano mediom chwytające ucho i oko, jednak bardzo nieskończone odkrycie. Szczególnie, że nie zaprezentowano do opinii publicznej kilku ciekawych faktów, zasadniczo obalającej szanse jakiegokolwiek życia na tych planetach. Z resztą to nie pierwszy raz w historii pompuje się balonik o rzekomym życiu pozaziemskim.

Wnioski z badania nad tymi planetami wskazują, że mamy prawdopodobnie do czynienia z obiektami obracającymi się synchronicznie. Innymi słowy jedna ze stron każdej z planet zawsze jest zwrócona do gwiazdy (jak np. relacja Księżyc-Ziemia), w konsekwencji czyniąc stronę naświetloną bardzo gorącą, zaś zacienioną ekstremalnie zimną. Można tu dokonać pewnego założenia, że w strefach pośrednich temperatura jest umiarkowana, ale szalejące wówczas tam nieustannie wiatry nie pozwolą na skuteczny wzrost życia. Ponadto Słońce należy do bardzo stabilnych gwiazd, gdy tymczasem obserwacje większości gwiazd pozwalają spekulować, że TRAPPIST-1 jest niestabilna, to znaczy, że jej rozbłyski są potężniejsze i występują z większą częstotliwością, co jest olbrzymim zagrożeniem dla życia.

Dla tego układu planetarnego wykonano szereg symulacji stabilności. Wskazały one, że układ TRAPPIST-1 powinien rozpaść się w przeciągu 500 tyś. lat. Inne analizy dały maksymalnie 8,1% szans na przetrwanie 1 mld lat. Oznacza to, że pojawiają się problemy z ewolucyjną skalą czasu (Ziemi zajęło podobno około 3 miliardów lat na organizację pierwotnej zupy ku życiu) oraz potwierdza fakt, że założenia i „bogate” dane dają mylne wyniki w różnych symulacjach. Opracowanie naukowców dotyczące tego odkrycia pod przewodnictwem geofizyka Michaela Gillona streszcza problem następująco: „Układ na pewno istnieje, jest niemożliwe, że obserwujemy go tuż przed katastroficznym rozpadem, więc możliwe, że istnieje on znacznie dłużej”. A może jak zwykle wszystko opiera się na złych założeniach pomiarowych i materialny wszechświat nie jest nieskończenie stary?

Chwalcie go, słońce i księżycu; chwalcie go, wszystkie gwiazdy święcące. Chwalcie go, niebiosa nad niebiosami i wody, które są nad niebiosami. Niech chwalą imię Pana, on bowiem rozkazał i zostały stworzone. I ustanowił je na wieki wieków; dał prawo, które nie przeminie” Ps 148:3-6.

Chrześcijanin nie ma podstaw wierzyć, że kosmici istnieją, gdyż Bóg tego nie objawił. Raczej cały kontekst Biblii pozwala kreacjonistom wierzyć, że takiego życia poza Ziemią nie ma i każde tego typu odkrycie tylko wzmacnia wiarę w Boga, że jesteśmy jedynym stworzeniem na jedynym we wszechświecie szczególnym miejscu (skądinąd coraz więcej różnych naukowców przyznaje, że Ziemia jest wyjątkowa i niepowtarzalna swoim bogactwem). Nawet jeśli gdziekolwiek byłoby odkryte życie (ale nie będzie, bo miejsca te są niedostępne, by wiedzieć na pewno) to nadal nie podważyłoby ono wiarygodności Biblii. Dodam więcej, wierzę, że Bóg wykorzystuje odkrycia naukowców do tego, by obalać przypuszczenia ludzkie, takie jak: „przecież nie możemy być sami we wszechświecie”. To sprzyja wyjątkowości Bożej miłości wobec człowieka tylko i jest na Jego chwałę.